piątek, 26 sierpnia 2016

Okładka dla Pana Przypadka - tom 5

Jako Członek Szacownego Jury, które zajmuje się sprawą Jacka Getnera i bohatera jego książek Pana Przypadka zapraszam serdecznie na głosowanie. Niemal każdy bloger może zasiąść za stołem prezydialnym wraz ze mną i podjąć decyzję, która okładka powinna zdobić kolejny tom przygód sympatycznego detektywa.

Zasady głosowania znajdują się TUTAJ

Wszystkie 5 finałowych projektów możecie zobaczyć TUTAJ


A oto moje głosy:

PROJEKT NR 1 - 1 punkt







PROJEKT NR 4 - 3 punkty


PROJEKT NR 5 - 2 punkty



Zanim poznamy zwycięzcę (a później samą książkę) zapraszam Was do zapoznania się z moją recenzją dotychczas wydanych czterech tomów TUTAJ

czwartek, 25 sierpnia 2016

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Zakręty losu. Nowe pokolenie" - zapowiedź + okładka #1

Kochani czytelnicy,
przybywam dziś do Was z radosną nowiną! Wczoraj do druku wyruszyła najnowsza część Zakrętów losu Agnieszki Lingas-Łoniewskiej!

Autorka na swoim FB pokazała okładkę, zatem chciałabym "podać dalej", zwłaszcza że kiedy wpatrzycie się bliżej... po prawej to dojrzycie moją rekomendację :)
Dziękuję, to dla mnie zaszczyt :)















Uwielbiam braci Borowskich a emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury Nowego pokolenia, zwłaszcza po stronie dwusetnej... nie liczyły się żadne moje potrzeby, tylko by poznać koniec :D

To cudowna historia, którą będziecie mogli poznać w październiku, bo wtedy przewidziana jest premiera. Moja recenzja ukaże się we wrześniu a tymczasem zachęcam do zapoznania się z ejotkowymi recenzjami trylogii:
"Zakręty losu"
"Zakręty losu. Braterstwo krwi"
"Zakręty losu. Historia Lukasa"


Kto czeka z niecierpliwością na Nowe pokolenie? :)
Wszyscy, którzy uwielbiają klimaty sensacyjne, mafijne ale i miłość pokonującą przeszkody powinni koniecznie poznać Zakręty losu, zwłaszcza że zdążą poznać trylogię do października...

wtorek, 23 sierpnia 2016

Natasza Socha "Rosół z kury domowej"




Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2015
Liczba stron: 304










Twórczość autorki, jakże zachwalana, była mi znana do tej pory jedynie z "Awarii małżeńskiej", którą napisała wspólnie z Magdaleną Witkiewicz. Długo mi zajęło zanim sięgnęłam po coś, co stworzyła sama. I do jakich doszłam wniosków? O tym już za chwil parę...

Wiktoria ma dwadzieścia siedem lat i jest żoną Tymona. Spędzili razem już kilkanaście lat a ona została - mimo świetnego wykształcenia - sprowadzona do roli służącej. Ma dbać o męża, dom i ogród i nic ponadto. Ach, przepraszam zapomniałam o nowinkach, w które zostaje zaopatrzony dom, by jej się lepiej dogadzało mężowi - samogotujące garnki, ściereczki i inne wynalazki. Tak naprawdę to bohaterka sama nie wie czy jest szczęśliwa mając takie życie, ale nie ma czasu na zastanawianie się nad tym... Dopiero wiadomość, która spada na nią jak tajfun wywołuje otrzeźwienie - Tymon ma inną!

O szczegółach technicznych tego co było potem nie będę pisać... Po pewnym czasie Wiktoria wyjeżdża do Niemiec, do ciotki i tam spotyka trzy inne kobiety, stłamszone, poniżone, poniewierane i wyzyskiwane przez mężów. Każdą z nich poznała w inny sposób, każda ma inne problemy, inną historię, ale każda z nich jest nieszczęśliwą kurą domową.

"Ukurzenie to proces przemiany normalnej kobiety w domowe ptactwo. Proces celowy, ale na szczęście odwracalny." *

Mara, Judith, Lea - trzy istnienia, których jedynym celem są obowiązki domowe - dom, dzieci, mężowie, pranie, sprzątanie i zakupy. A Wiktoria zdaje sobie sprawę, że dla zdrowia psychicznego konieczne jest posiadanie również własnego hobby i chwil tylko dla siebie, choćby od czasu do czasu. Zaczyna to uzmysławiać nowym przyjaciółkom i chce przekonać je do swojego pomysłu - będą gotować topless, jedynie w weneckich maskach a swoje poczynania nagrają i filmiki umieszczą w Internecie... Jak na ten pomysł zareagują Niemki? Czy się odważą i przełamią strach? Jak pójdą im pierwsze próby z gotowaniem tytułowego rosołu? Czy będzie ciąg dalszy? Czy akcja ta pozwoli im na wyjście z "cienia mężów"? Czy odzyskają wiarę w siebie i swoją atrakcyjność? Wszak do realizacji tego pomysłu potrzeba akceptacji swojego ciała i zrozumienia faktu, że nie musimy być doskonałe.

Jeśli ktoś ma potrzebę przeczytania książki na poprawę humoru lub na podniesienie swojej wartości to jest to książka idealna. Już sama okładka z autorką w weneckiej masce i kurą w ramionach przyciąga wzrok a treść... jest niebanalna (choć początkowo wydaje się być typowa) i niezwykła. Opisuje jakże częsty problem kobiet - nie tylko przecież polskich - czyli całkowite podporządkowanie życia mężowi, który stwierdzi, iż żona nic przecież nie robi, tylko siedzi w domu! Bardzo podobał mi się krok Lei, to co zrobiła udowodniło, że wszystko wokół ma lśnić a mąż i tak nie zwróci uwagi na sprawczynię, na żonę... Z czasem staje się ona meblem, elementem wyposażenia... Zresztą to chyba najbardziej wyrazista postać pośród przyjaciółek. Dyskusje Lei o organach czy wycena obowiązków domowych były dla mnie szokujące, ale i pokazały jak bardzo można być nieszczęśliwym. To właśnie w jej życiu zaszły najbardziej widoczne zmiany spowodowane gotowaniem na ekranie, choćby odrzucenie seksu "podkołdernego"..
Nasze równouprawnienie jest tylko teorią drogie panie i jeśli same nic z tym nie zrobimy to będziemy tkwić w związkach takich, jak małżeństwa bohaterek "Rosołu...".

Kaliber ważnych spraw Natasza Socha ubarwiła humorem, który sprawiał że wciąż chichotałam... Nadal mam w głowie życzenia, jakie ciotka Klara składała na Boże Narodzenie swojej siostrze, matce Wiktorii; czy też teksty o urodzeniu kozy lub wymiksowaniu koguta. Dawka dobrego humoru jest w książce ogromna i sprawia, że czytelnik odpływa w krainę radości i wolności, patrzy na problemy w nieco łagodniejszy sposób, przestaje umniejszać swoją osobę i swoje zasługi. Dzięki tej lekturze mamy szansę spojrzeć inaczej na swoje życie, może jest nam potrzebna lekcja jaką przeszła Wiktoria w saunie?

Powieść pokazuje nie tylko problemy domowe kobiet, ich frustracje łóżkowe, małżeńskie gwałty, wszelkie aspekty podcięcia im skrzydeł... Jest też stawanie na nogi, podnoszenie się po upadku i walka o swoje "ja", o marzenia, o spełnianie się i o szeroko pojęte szczęście. Jest i namiętność, afrodyzjaki i wywabianie plam :P
Jak wyglądała droga bohaterek, ich przemiana? Czy było łatwo? Której z nich się udało osiągnąć zamierzony cel? Koniecznie przeczytajcie powieść Sochy i nie bądźcie takimi typowymi kurami!

Podsumowując, "Rosół z kury domowej" to lektura lekka, przyjemna i odprężająca. Można ją zareklamować jako "lek" z dużą zawartością procentową humoru, ale i morałów. Socha dała nam kilka różnych przepisów na szczęście i starała się podnieść na duchu uzmysławiając naszą kobiecą wartość. Czy skorzystamy zależy już tylko od nas, ale warto choć spróbować, prawda?






* N. Socha, "Rosół z kury domowej", Wyd. Pascal, Bielsko Biała 2015, s. 95



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, Łów słów, 52 książki

niedziela, 21 sierpnia 2016

Nicholas Sparks "Pamiętnik"



Tytuł oryginalny: The notebook
Tłumaczenie: Anna Maria Nowak
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2015
Liczba stron: 256
Seria: Wszystkie kolory miłości tom 1








Kiedy w 2012 roku opisywałam swoje wrażenia dotyczące "Listu w butelce" Sparksa napisałam tak:
Bardzo podoba mi się jego styl pisarski, te książki po prostu się „połyka”. Czytając, chciałabym już dotrzeć do ostatniej strony opisywanej historii, ale jednocześnie, z każdą kolejną przerzuconą kartką odczuwam żal, że to już tak blisko do końca fantastycznej opowieści.


Nicholas Sparks jest uważany za mistrza w opisywaniu miłości, potrafi tak ująć to co łączy bohaterów, że nawet jeśli jest to ckliwe czy wyświechtane to potrafi wzruszyć czytelnika.  Czy po lekturze kolejnej jego książki (choć w tamtej recenzji napisałam, że "List..." był drugi to nijak nie pamiętam co było pierwsze...) nadal uważam autora za świetnego pisarza? Najpierw krótko o fabule...

Pewien osiemdziesięcioletni mężczyzna w domu opieki codziennie wędruje do pokoju kobiety chorej na Alzheimera i czyta jej pamiętnik. Jest w nim zawarta historia miłości dwójki nastolatków, którzy poznali się podczas wakacji. Jednak Allie pochodziła z bogatej rodziny i zakazano jej spotkań z biednym Noahem. Rodzice zmusili ją do wyjazdu, bo jakże to wypada, by wiązać się z kimś o dużo niższym statusie społecznym?! Teraz Allie stoi u progu nowego życia, bowiem za trzy tygodnie ma wyjść za mąż, jednak wewnętrznie czuje potrzebę odwiedzenia tamtych stron i Noaha. Minęło czternaście lat i ona nie wie co z tego wyniknie, nie wie dlaczego tego pragnie, nie wie nawet czy to słuszna decyzja tuż przed ślubem, ale tak podszeptuje jej serce i dusza a rozum musi się podporządkować. Co ta młoda kobieta odkryje u celu? Czy znajdzie odpowiedzi na dręczące ją pytania? Czy jej dawne uczucia powrócą? Jaką podejmie decyzję w sprawie swojej przyszłości? Który mężczyzna zostanie jej mężem? Aż wreszcie kim są staruszkowie w domu opieki?

Ta opowieść została tak skonstruowana, że czytelnik nie dostaje odpowiedzi na te pytania w chwili, gdy najbardziej ich pragnie. Autor wymaga od nas cierpliwości, ale zostaje ona nagrodzona w sposób niezwykły. "Pamiętnik" jest bowiem przykładem na to, że mężczyźni też potrafią w sposób piękny opowiadać o miłości. Miłości romantycznej, niezwykłej, połączonej z tragedią, ale i pokazującą, że cuda się zdarzają. Powieść niejednokrotnie wywołała we mnie wzruszenie, zmusiła do przemyśleń i ... - no nie mogę tego nie napisać - wzbudziła zazdrość, że można TAK kochać. Chciałabym doświadczyć w życiu takiej właśnie miłości... Czy to jeszcze możliwe?

"Pamiętnik" jest niesamowity tylko niestety strasznie krótki... Pocieszenie stanowi dla mnie fakt, że istnieje kontynuacja! To książka o tytule "Ślub", tylko proszę nie czytajcie jej opisów, gdyż zepsujecie sobie całą niespodziankę, którą kryje "Pamiętnik".

Czy powieść ma jakieś minusy? Nie wiem, ponieważ tak wciągnęła mnie historia, iż zupełnie nie zagłębiałam się w inne jej aspekty. Nie zwróciłam nawet uwagi czy wystąpiły jakieś literówki...

Podsumowując serdecznie zachęcam Was do zapoznania się z tą lekturą, gdyż jest pięknym przykładem na bezinteresowną miłość do "grobowej deski". A list, który przy końcu powieści wyjaśnia ideę "Pamiętnika" zawiera właśnie niewyobrażalne wyznanie tego uczucia. Dech zapiera!




Książka przeczytana w ramach wyzwań: Gra w kolory II, Grunt to okładka, 52 książki

środa, 17 sierpnia 2016

Faye Kellerman "Zabawy z bronią"




Tytuł oryginalny: Gun Games
Tłumaczenie: Katarzyna Ciążyńska
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 6 lipca 2016
Liczba stron: 432









Polskie czy amerykańskie... Niezależnie od tego na szkolnictwo którego kraju spojrzymy, okaże się, że sporo nastolatków popełnia samobójstwo. Jakże wiele przypadków w naszym kraju miałam okazję poznać za pośrednictwem telewizji, kiedy to z różnych powodów - nauczyciel, rówieśnicy, oceny, nieodwzajemniona miłość - młodzi ludzi targnęli się na swoje życie. Nie widzieli już żadnych szans na poprawę swojej codzienności, woleli odejść z tego świata... Tylko czy na pewno to jedyne wyjście?

To właśnie tego problemu - w głównej mierze - dotyczy książka Kellermana "Zabawy z bronią", bo wprawdzie nie znam poprzedniej pod tytułem 'Pętla", ale postanowiłam rozpatrywać ją oddzielnie. Zapraszam zatem do Los Angeles...

Detektyw Peter Decker prowadzi śledztwo w sprawie samobójstwa ucznia z elitarnej szkoły - Gregory'ego Hesse'a. Matka chłopca nie wierzy, że jej syn mógł odebrać sobie życie, nie miał ku temu żadnych powodów (nie lubił przemocy i broni, miał przyjaciół i dobrze się uczył) i dlatego prosi policjantów, by nie zamykali śledztwa. Pani Hesse chce bowiem poznać prawdę dotyczącą wydarzeń tamtego dnia... Czy matczyne serce ma rację? Skąd nastolatek miał broń? W toku dochodzenia na jaw wychodzi, że pistolet był kradziony... Kilkutygodniowe prace policji nie przynoszą jednak jednoznacznych odpowiedzi, bowiem nie ma konkretów, punktów zaczepienia, świadków... Giną nawet laptop i kamera ofiary... Dochodzi też do drugiego samobójstwa - tym razem to dziewczyna, choć uczennica tej samej szkoły co Gregory... Czy te dwa zdarzenia mają coś wspólnego? Czy śmierć nastolatków ma to samo podłoże? Czy się znali?

Niejako drugim ważnym wątkiem książki - poza śledztwem policji w sprawie samobójstw - jest historia samotnego piętnastoletniego pianisty - Gabriela, chłopca którego wychowaniem zajmuje się obecnie detektyw Decker. Dlaczego nie rodzice? Gdzie są i czy utrzymują kontakt z synem? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce (choć ktoś kto zna "Pętlę" zdradził mi, że tam jest dużo o tej sprawie). W tej historii poznajemy nie tylko marzenia Gabriela dotyczące ścieżki kariery, jego ćwiczenia, przesłuchania i rozważania dotyczące przyszłości w branży, ale również poznajemy jego uczucia... Bo jak może czuć się nastolatek, którego rodzice nie chcą się już nim zajmować? A to przecież okres kiedy dają o sobie znać hormony, pojawia się pierwsza miłość, ale również sukcesami muzycznymi chciałby się pochwalić... Musi liczyć na obcych ludzi... Na szczęście - choć nie do końca dla wszystkich to objaw szczęścia - poznaje czternastoletnią Yasmine, z którą połączy go młodzieńcze uczucie oraz uwielbienie dla muzyki. Jednak nastolatki nie zdają sobie sprawy jak wiele przeszkód stanie im na drodze... I nie mam tu na myśli jedynie rodziców dziewczyny. A powody? Poznajcie sami.

Jeśli ktoś obawia się, że nieznajomość "Pętli" wpłynie negatywnie na odbiór tej książki to jest w błędzie. Nie odczułam braku wiedzy, którą posiadałabym zapewne po lekturze poprzedniego tomu. Uważam, że wszystkie potrzebne do zrozumienia tej historii fakty autorka przytoczyła na tyle, na ile było to konieczne. Bardziej przeszkadzały mi inne elementy jak na przykład częste opisywanie kolorów ubrań policjantów, bo o ile w obyczajówkach rozumiem taki zabieg, o tyle w kryminale uważam to za denerwujące i zbyteczne. Zdumiewa mnie również opieszałość stróżów prawa w kwestii śmierci Gregory'ego, bowiem przez kilka tygodni nie udało im się dotrzeć do żadnych konkretnych wniosków.

Poza tymi minusami książka jest ciekawa, choć chwilami nużąca. Niektóre fragmenty podczas czytania uważałam za niepotrzebne, osoba detektywa Deckera została przedstawiona zbyt idealnie (a może po prostu zbyt mało go scharakteryzowano) a pomysły młodych ludzi przerażały, ale o tym ostatnim przekonałam się dopiero przy końcu lektury, gdy wszystko zaczęło się wyjaśniać. Jedno jest pewne - nikt nie powinien brać przykładu z tych, którzy byli tu "czarnymi charakterami". Nie mogę nie wspomnieć o finale - to najbardziej zaskakujący element tej lektury.

Autorka poruszyła wiele ważnych spraw, które zdarzają się w realnym świecie - rozstanie rodziców, stosunek do przyrodniego rodzeństwa, dbanie o rozwijanie talentu, młodzieńcza miłość i fascynacja płcią przeciwną, homoseksualizm, narkotyki, dostępność broni, znęcanie się nad słabszymi w szkole co czasami może prowadzić do samobójstwa... Książkę czyta się z zainteresowaniem a kolejno ujawniane informacje sprawiają, że czytelnik sam próbuje dotrzeć do prawdy. I choć momentami już już wydaje mu się, że jest o krok od rozwiązania, to nagle.... autorka wyciąga "asa z rękawa", czyli nowe intrygi, szokujące informacje i już cały tok myślenia trzeba skierować w innym kierunku. Zresztą podobnie jak historia miłości Gabriela - początkowo zupełnie nie rozumiałam po co autorka umieściła ten wątek w książce... Co on ma wspólnego ze śmiercią nastolatków... Otóż wątek jest bardzo potrzebny i wszystko wyjaśni się w swoim czasie...
Bohaterowie książki są bardzo zróżnicowani - wywołują w czytelniku przeróżne emocje - niektórych lubimy, innych nie... ale dzięki temu obserwacja walki dobra ze złem ma lepszy smak.

"Zabawy z bronią" nie są wyjątkowym przykładem książki z gatunku kryminału. To lektura dobra, ale nie przekonała mnie na tyle, by sięgnąć po kolejny wolumin twórczości Faye Kellerman. Chyba zbyt bardzo chciałam, by była to seria na miarę czytanych niedawno "NYPD Red" Pattersona... Choć nie odradzam Wam sięgania po ten tytuł, ponieważ jest śmierć, są problemy nastolatków, miłość z przeszkodami, niespodzianki i niesamowity finał. O tak, dla akcji w parku z nastolatkami w rolach głównych oraz tego właśnie finału warto sięgnąć po książkę. Bo początkowa akcja, która jest dość monotonna nabiera - właśnie od chwili porwania - niesamowitego tempa.




Książka przeczytana w ramach wyzwań: 52 książki


Za możliwość przeczytania książki
dziękuję
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...