wtorek, 24 kwietnia 2018

Nanogram wywiadu, czyli... jedno pytanie... #6






Nanogram wywiadu, czyli... jedno pytanie... Na tworzenie pytań i odpowiedzi a potem czytanie długich wywiadów nie zawsze jest czas - u mnie to krótka i zabawna formuła, którą przedstawię polskim pisarkom i pisarzom :)


W pierwszej odsłonie pod nazwą 'bezludna wyspa' pytanie brzmi:

"Zostajesz wysłana/-y na bezludną wyspę. Masz możliwość zabrania ze sobą jednej książki, jednego przedmiotu oraz... jednej osoby, której dotąd nie znałaś/-łeś... Przedstaw swoich towarzyszy :)"




A co na bezludną wyspę zabrałaby Anna Dąbrowska
Matka, żona i jak sama mówi 'właścicielka najbardziej leniwego kota na świecie'. Zadebiutowała - pod pseudonimem Laven Rose - powieścią 'Stalowe serce', później wydała jeszcze m.in. 'W rytmie passady', 'Nakarmię cię miłością' czy 'Nauczyciel tańca'.

Oto słowa Ani:

Pustą książkę o czystych kartkach, żebym mogła ją zapełnić i napisać być może moją najlepszą powieść.
Z przedmiotów to byłaby latarka, bym mogła pisać nocami i oświecać sobie drogę na nieznanej wyspie, a z osób...hm jeśli do tej kategorii, zaliczysz mi zwierzątko, to zabieram złotą rybkę by spełniła moje chociaż trzy życzenia. A jeśli ma to być nieznana osoba, to zabrałabym kogoś, kto umie śpiewać, bo nie wyobrażam sobie nie słuchać jakiegoś śpiewającego głosu przez kilka dni.
 

Krótko a jak interesująco :)

niedziela, 22 kwietnia 2018

Monika Oleksa "Spacer nad rzeką" - Zdaniem Katji - post gościnny

źródło
Cały tekst dostępny na blogu Katji



   „Spacer nad rzeką” to opowieść o młodej mężatce z Warszawy, która przyjeżdża do Kazimierza nad Wisłą by tutaj w rodzinnym domu swojego ukochanego męża Pawła  spędzić okres ciąży. Doktorówka -bo taka nazwę ma ten dom, oraz jej mieszkańcy z serdecznością przyjmują Zosię Rybicką i otaczają opieką. Główna bohaterka Zosia poznaje mieszkańców Kazimierza, a coraz dłuższe spacery pozwalają odkrywać przepiekane nadwiślańskie krajobrazy i okoliczne urokliwe miejscowości. Młoda kobieta dość szybko orientuje się,że na kazimierskim domu i zamieszkującej go rodzinie ciąży jakąś mroczna tajemnica, która przysłania radość codziennego życia rodziny Rybickich. Powoli, małymi kroczkami  dowiaduje się prawdy i próbuje  pogodzić zwaśnionych braci, przywrócić dziecku ojca, a żonie męża. Na sobie samej przekonuje się, że życie potrafi pisać różne scenariusze.
Recenzja


"Życie jest sztuką-szepnął, zapatrzony w dal, ponad czubki drzew z białymi zawiązkami kwiatów. 
Chociaż niekoniecznie chcesz grać właśnie w tej, której bohaterem się stałeś".**
 
  „Spacer nad rzeką” jest pierwszą książką autorstwa Pani Moniki Oleksy jaką przeczytałam. I powiem Wam, że już dawno nie czytałam tak niepowtarzalnej, wyjątkowej powieści, napisanej z ogromną dbałością o szczegóły. Pisarka na kartach "Spaceru nad rzeką" porusza różne tematy z którymi człowiek spotyka się na co dzień.Nieśmiałość, niepewność, radość przez łzy, czy też smutek. Oleksa bardzo wyraźnie podkreśla, że często za uśmiechem osób bliskich kryje się  ból i cierpienie. Jednoczenie dodaje, że szczera rozmowa może zmienić wszystko i dać siłę na lepsze jutro. Bo przecież człowiek nie zawsze jest zadowolony ze swojego życia i niejednokrotnie gubi się w swojej codzienności. Wtedy tak, jak u bohaterów powieści,  pojawia  się żal, rozpacz i nie do końca przemyślany czyn, który rani bliskich i powoduje, że życie już nie jest takie same. A czasu nie da się cofnąć. Pozostaje tylko wybaczenie. Ale czy wszystko da się wybaczyć? Czytelnik zadaje sobie pytanie,czy o czynach, które zostały popełnione w przeszłości można zapomnieć?
Kim jest Julia, dlaczego pojawienie się Mikołaja wywołuje tyle negatywnych emocji?
Główni bohaterowie dostarczają czytelnikowi wiele emocji, od radości poprzez rozpacz, złość, czy też niechęć do ich samych. Niejednokrotnie byłam zła na decyzje, słowa czy postępowanie Julii, Mikołaja Bożeny. Jednak dochodzę do wniosku, że przy bliższym poznaniu być może z niektórymi z nich mogłabym się zaprzyjaźnić. Akcja powieści nie pędzi. Pojawiająca się historia Julii powoduje, że nie da się tak szybko  oderwać od kolejnych rozdziałów.Na pewno nie jest to książka na 5 minut....
Monika Oleksy zadbała o ucztę dla oczu czytelnika. Tłem powieści jest  malowniczy Kazimierz nad Wisłą, który zaprasza w swoje progi każdego z nas.. Pisarka nie zapominała o wiosennej,  budzącej się do życia przyrodzie, którą poznajemy podczas spacerów bohaterów nad tytułową rzeką. Z kart powieści promieniuje ciepło rodzinnego domu, o którym tak wielu marzy i  którego nigdy nie zaznaje. Bardzo spodobał mi się opis wieczoru „jajcowania”, który przenosi czytelnika  w świat magii - kobieta ciężarna jest symbolem przynoszącym szczęście, a czas spędzony na malowaniu pozwala zregenerować siły, wzajemnie się wesprzeć i podkoloryzować życie, które jest czasami szare i bardzo przygnębiające.
"Spacer nad rzeką" to powieść wydana przez wydawnictwo Filia, zawierająca aż, uwaga, 493 strony. Losy bohaterów  pisarka zamknęła w 10-ciu  rozdziałach. Ktoś zapyta? Czy jest to romans? Nie odpowiem, bo każdy z nas na to pytanie musi odpowiedzieć sobie sam. Pani Oleksa pisze o szeroko pojętym  bagażu doświadczeń, o codzienności, o samotności, by w pełni ukazać wiele twarzy miłości. Zarówno tej rodzicielskiej, jak i małżeńskiej, trudnej i niespełnionej. Uczuciu, które daje nadzieję i zabija, które uwidacznia się i zostaje schowane na dnie serca.
 "Odnalazłem cię na końcu świata tylko po to, by dowiedzieć się, że istniejesz. Co mi z tej świadomości, skoro wiem, że nigdy nie będę mógł wyznać przed światem, jak bardzo cię kocham?"***

Powieść jest pełna przepiekanych przemyśleń, wskazówek, złotych myśli, dlatego sądzę, że  każda z nas, czytelniczek, bez względu na swój wiek, doświadczenie życiowe  znajdzie coś dla siebie, coś co być może pozwoli na rozwikłanie spraw, które do tej pory wydawały się nie do rozwiązania.


Ja gorąco polecam!


 Katja



**"Spacer nad rzeką, s.379
***Spacer nad rzeką, s.424


* * * * *



Za książkę dziękuję


sobota, 21 kwietnia 2018

Wyniki konkursu z Ariolem!

Konkurs z Ariolem zakończony!

Zgłosiło się 5 osób - ogromnie żałuję, że tak mało... liczyłam że będzie więcej chętnych na poznanie tej serii, byłoby też więcej nagród...

Ale życie - 5 zgłoszeń - zatem zwycięzców będzie 2.

Do jury zaprosiłam moją córkę - każda z nas wybrała swojego faworyta.

Oto zwycięzcy:

Agnes
Dzieciństwo spędziłam na wsi, zaznajomiona więc jestem z obowiązkami gospodarskimi. Mniej zaznajomiony był kuzyn z miasta, który do nas przyjechał na jakiś czas, zapału za to miał co niemiara.
Razu pewnego prosiaki nam uciekły z ogrodzenia, poprosiliśmy więc kuzyna, żeby się tym zajął - w domyśle, żeby zagnał je z powrotem. On zaś podszedł do sprawy w typowo łowiecki sposób. Podkradł się, rzucił szczupakiem i złapał prosiaka w objęcia. Dźwignął z wysiłkiem i sapiąc (prosiaczek były tłuściutki) zaniósł do ogrodzenia. Zwierzątko było tak zdziwione, że nawet nie kwiczało za bardzo, my zaś kwiczeliśmy z uciechy, bo taki sposób zaganiania nierogacizny bardzo nas ubawił :))) Kolejne prosiaki już zagnaliśmy wspólnie :)


Magda Zając
Mój kociak lubi zaczepiać mojego psa. Szczególnie wieczorem. I tak, pewnego wieczoru ja oglądałam serial wygodnie leżąc w łóżku, psiak leżał koło mnie, a kot właśnie przyszedł do pokoju. Na początku po prostu ułożył się na mnie i trochę pospał. Ale po pewnym czasie to mu się znudziło, więc zaczął drażnić psa, który nie miał na to ochoty. Więc się zdenerwowałam i grożąc mu palcem powiedziałam, by przestał. A ten zaczął mi grozić swoją łapką, pokazując, że jeden to on jest panem tego domu i to jego trzeba się słuchać a nie mnie, po czym po prostu wrócił do spania. :)




Serdecznie gratuluję!
Bardzo proszę o Wasze adresy na mojego maila - w tytule wpiszcie 'Ariol - adres'.

piątek, 20 kwietnia 2018

Nanogram wywiadu, czyli... jedno pytanie... #5



Nanogram wywiadu, czyli... jedno pytanie... Na tworzenie pytań i odpowiedzi a potem czytanie długich wywiadów nie zawsze jest czas - u mnie to krótka i zabawna formuła, którą przedstawię polskim pisarkom i pisarzom :)


W pierwszej odsłonie pod nazwą 'bezludna wyspa' pytanie brzmi:

"Zostajesz wysłana/-y na bezludną wyspę. Masz możliwość zabrania ze sobą jednej książki, jednego przedmiotu oraz... jednej osoby, której dotąd nie znałaś/-łeś... Przedstaw swoich towarzyszy :)"


źródło


Tym razem z mojego pytania będzie starała się wybrnąć... Liliana Fabisińska - autorka książek dla dzieci i dorosłych m.in. serii Jak pies z kotem, 'Córeczka', 'Śnieżynki', właścicielka gadającej papugi. Z wykształcenia kryminolog i pedagog, uwielbiająca podróżować.


Książka: "Jednoroczna wdowa" Johna Irvinga. Czytałam ją wiele razy, chodziłam po Amsterdamie jej tropami i mogę wracać do niej chyba w kółko... Chociaż, nie, zaraz, zmieniam zdanie! Poproszę, zamiast książki już wydrukowanej, o baaardzo gruby pusty notes (mam kilka takich, w których zmieściłaby się cała Trylogia)!

Przedmiot: Długopis (a najlepiej zbiorcze opakowanie promocyjne z supermarketu, dziesięciopak długopisowy na przykład). Dzięki niemu mogłabym w tym pustym notesie pisać swoją własną książkę. To chyba zajęłoby mi jeszcze więcej czasu niż uczenie się na pamięć "Jednorocznej wdowy". Wyrwałabym też kilka kartek, żeby napisać listy do przyjaciół... Nareszcie miałabym na to czas.

Osoba: Hmm, chyba zrezygnuję z tej możliwości. Nie wiem, jak duża jest ta wyspa i czy nie wchodzilibyśmy sobie za często w drogę. A ja się zaprzyjaźniam powoli... i nawet od najbliższych muszę czasami uciec i pobyć chwilkę sama. A więc wszystkie atrakcyjne, elektryzujące nazwiska ze świata kultury, z którymi chciałabym rozmawiać przez dzień, dwa albo tydzień, na dłuższą metę mogłyby okazać się trudne do zaakceptowania... a im pewnie też byłoby trudno wytrzymać w moim towarzystwie. Jeśli mogę, zamienię człowieka na psa. Najchętniej mojego, ale pewnie nie wolno... a więc; na dowolnego psa ze schroniska. Z nim na jednej wyspie na pewno się dogadam! 


Ogromnie ciekawe odpowiedzi! Czytałam z zainteresowaniem, Wy też? :)

czwartek, 19 kwietnia 2018

Ewa Zdunek "Mediatorka"




Autor: Ewa Zdunek
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 4 kwietnia 2018
Liczba stron: 316











Mediacja jest metodą rozwiązywania sporów, gdzie zwaśnione strony mają szansę na porozumienie w obecności osoby trzeciej. Mediator musi zachować dystans, nie może wyrażać swoich opinii ani uczuć jednocześnie starając się dociec do prawdy tworząc ugodę.

Ogromnie oryginalny i rzadko spotykany w literaturze temat, prawda? Ewa Zdunek podjęła się napisania historii, w której główną bohaterką jest Marta, która wraz z przyjaciółką prowadzi biuro mediatorskie. Jest rozwódką z dwiema córeczkami, w tle zaś wyłania się dość nietypowy konflikt z rodzicami oparty przede wszystkim na braku czułości ze strony matki. Dlaczego Marta jest traktowana 'po macoszemu'? Dlaczego w domu rodzinnym spotkała się głównie z chłodem i posępnym wzrokiem matki a ojciec nie zrobił nic, by zbliżyć się do córki? Jakby tego było mało, 
bohaterka zostaje potrącona przez samochód...  
Czy to był przypadek? 
Później znikają jej córki...
Czy wróciły z wakacji z ojcem? 
A może dziadkowie spełnili groźbę?
Kto wie gdzie one są?

Prywatne życie Marty staje się sprawą dość kryminalną... Wypadek, porwanie, były mąż, detektyw... Wszystko to składa się na emocje i wyczekiwanie na wyjaśnienie... Jednak sporo faktów mnie tutaj zaskoczyło - przede wszystkim tajemnicze zachowanie rodziców Marty, lęk młodej kobiety przed dyktaturą matki a już fakt, iż bohaterka skupiła się na mediacji w szkole na tyle, że jej tęsknota za córkami przygasła i zapomniała o ciszy ze strony detektywa, który poszukiwał dziewczynek... 
Dla mnie to niepojęte!!!
Pomaga w sprawach innych a jej własne życie się sypie...
Bycie mediatorką zupełnie nie pomaga jej w prywatnych problemach.
Czasami jej zachowanie jest irracjonalne!


Bardzo się cieszę, że mogłam poznać pracę mediatora (w której najważniejszy jest początek i pytanie "o co chodzi stronom?/co chcą osiągnąć?") i dowiedzieć się jakimi sprawami się zajmują. Choć nie wszystkie są łatwe, często trwają dłużej niż się zakłada a ich wynik bywa zaskakujący, nie tylko z uwagi na uzgodnienia ugody, ale również tego, jak los pokieruje życiem stron. A życie jak wiecie bywa interesujące, intrygujące i pełne niespodzianek.

Momentami było jak w filmie sensacyjnym, ale mimo niewielkich rozmiarów, nie udało mi się tej książki przeczytać szybko. Zabrakło mi czegoś - magii, lekkości, a może ciążył mi sam styl autorki, ale daję jej kredyt zaufania, bowiem powieść nie została zakończona. Nie poznałam wyjaśnienia wszystkich tajemnic z głównego wątku, czyli dotyczących Marty, dlatego z chęcią sięgnę po kontynuację, jestem bowiem ogromnie ciekawa jak Ewa Zdunek poprowadzi poszukiwania odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące rodziny i przeszłości tytułowej "Mediatorki". 

"Akceptacja siebie powoduje wzrost poczucia wartości." *

Autorka pokazała nam, że w każdym konflikcie można znaleźć kompromis, trzeba tylko chęci. Pomóc może ktoś bliski lub całkiem obcy, bowiem sami nie zawsze potrafimy dostrzec sedno problemu a przecież zdarzają się również sprawy z 'drugiem dnem'... Oczywiście, bywa i tak, że łatwiej jest doradzać innym, jednocześnie nie radząc sobie z problemami własnymi.


Podsumowując - "Mediatorka" to napisana ciekawie i z humorem powieść, inspirowana doświadczeniami autorki. Szczegółowo i z dużą wiedzą opisała konkretne przypadki mediacji, dzięki czemu można poznać obszary życia, o których często nie mamy pojęcia. W książce nie zabrakło trudnej codzienności, emocji, tajemnic z przeszłości oraz patologicznych relacji matki z córką. Opinię o tej pozycji warto wyrobić sobie osobiście, mnie pozostaje oczekiwanie na kontynuację.



* E. Zdunek, "Mediatorka", Wyd. W.A.B., Warszawa 2018, s. 8



Książka przeczytana w ramach wyzwań: Pod hasłem, 52 książki



Za możliwość przeczytania książki
dziękuję



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...